Moni, Jula, Roma i Wala… i z owockami PAS

Na razie…

A z brązowymi to pas pasów, albo pas do kwadratu…

albo do sześcianu

Bo jeszcze chwilka i przestanę rozróżniać własne zwierzątka  :twisted:

Już z białymi miewam problemy, jak są razem to wiem która jest która, ale jak oddzielnie to muszę plameczki (1cm2) na szczęce szukać, bo Kalisi ma ;)

Z brązów jasnym brązem była, tfu jest Czokita i Gina, ciemniejsza Kama i całkiem ciemna Chanel, Gabi i Koko, później prawie czarna ale jednak brązowa Lady. Poprzednio dojechała Hazel, a tym razem 4 kolejne, z czego trzy prawie identyczne!!!

Na szczęście „prawie” robi dużą różnicę w tym przypadku  :mrgreen:

Bo dwie z dziewczyn, Moni i Jula, obie dwulatki nie były strzyżone w tym roku. Moni jest o pół tonu jaśniejsza, ale jak nie ma Julki obok to nie wiem która to :D

Nie patrzymy na upierdzielenie  :roll:

Może uda się zadziałać coś i fryzjer da się urobić, mam nadzieję…

Roma i Wala to zeszłoroczne panny i niestety też brązowe. Tutaj już wyraźnie widać różnicę, Roma jest zdecydowanie jaśniejsza, ale chyba ciemniejsza od Czokity i Giny. No i są ostrzyżone chociaż jakość owego strzyżenia pozwolę sobie przemilczeć  :roll:

A najbardziej zadowolony z ostatnich owocków jest oczywiście Huguś. Nie dam rady non stop pilnować towarzystwa, więc chłopak większość dnia jest oddzielony. Wieczorkiem codziennie porządny seks  8-) Zaraz po „robocie” chłopak biegiem leci do wanny…

po kąpieli koniecznie trzeba się oppanierować w piachu  :evil:

„Wątpisz w mój urok osobisty ma-leń-ka?????”

Opublikowano Bez kategorii | 12 komentarzy

Owocki…

Najwspanialsze owocki mojego, ftu naszego ostatniego wyjazdu. Właśnie dzisiaj przyjechały. Tadammm…  8-)

Przedstawiam Państwu (od lewej)

Bubbles – Bąbel  :mrgreen:

Coco – tu musimy pomyśleć bo Koko to ja przecież mam  :-D

Peaches – niby Piczka, ale chyba przechrzczę na Gracja bo popatrzcie na kolejne zdjęcia ;)

Hazel – chyba zostanie Hajzel  :-)

Nie będę długo gadać, zdjęcia powiedzą to same za siebie, one są PIĘKNE!!!

No i proszę jak niewiele mi potrzeba do szczęścia   :roll:

Opublikowano Bez kategorii | 28 komentarzy

I nadal nie wiem czy to dobrze czy źle…

Zamęczona dzisiaj jezdem potwornie, ponad 600 kilosków w kółkach mamy, ale zadowolniona też jezdem bo wyprawa bardzo owocna  :mrgreen:

Owockami się pochwalę jak przyjadą bo dzisiaj… właściwie to już i wczoraj i przed wczoraj pisać miałam ale jakoś zawsze coś  :roll:

A pisać miałam o…

no dobra o nowych lokatorach. Właściwie to nie o lokatorach, a o prawowitych mieszkańcach Zwierzogrodu.

Pamiętacie, że zawsze marudziłam o pawiach? Franek łajza sobie poszedł… to mam znów

Ten na łajzę nie wygląda, wręcz przeciwnie. Dziwny jest bardzo bo całe dnie spędza ze swoimi kobietami w kurniku. Tak! Ten typ tak ma! Wiecie, że tak bardzo „znam” się na pawiach, że szukałam informacji czy pawie to przypadkiem nie są ptaki nocne? Wieczorami dopiero wychodzą i zachowują się tak, jak zachowywać się powinny przez całe dnie. Co poradzić i czy cokolwiek radzić bo…

naprawdę nie wiem czy to dobrze czy źle  :roll:

Bo wygląda na to, że polubiły kurnik i że czują się tam bezpieczne i że raczej nie zwieją… ale z drugiej strony…

fajnie było by je czasami pooglądać  :roll:

Długo czekałam aż zacznie po ogrodzie chodzić aby foci napstrykać, się nie doczekałam. Musiałam pomóc towarzystwu w decyzji, a jak tylko oddałam im wejście do kurnika skutecznie wcześniej zadem mym zastawione natentychmiast znalazły się w chałupie.

Troszkę z tego nieskazitelnego wizerunku jednak ukradłam i Wam przyniosłam  :twisted:

 

Troszkę info technicznych, Franciszek Wstydliwy i jego panny to pawie czarnoskrzydłe. W przyszłym roku Franek podobno będzie miał tren, już kilka razy widziałam, że umie stawiać ogonek ;) , a panny podobno w przyszłym roku zniosą jajka. Dziewczyny to siostry, Franek podobno z innego gniazda. Dużo tych „podobno” ale nie pozostaje mi nic innego jak zaufać sprzedawcy, a jakby co to… już ja Cię  ścignę Jacuś!!!  :twisted:

A!!! Jeszcze jedno podobno! Podobno Frankowi znikną te białe plamy i szczerze mówiąc to w to podobno najmniej wierzę, i przez to Franek średnio mi się podoba… za to dziewczyny są przepiękne! Byłam przekonana, że samice pawia są szare, takie jak panie bażantowe, a tu taka niespodzianka  :-D

Dobra nie będę więcej przynudzać bo zmęczenie ma decydujący wpływ na lotność umysłu mego, życzę wszystkim dobrej nocy, a na koniec…

pawia krzyk…

MOJEGO PAWIA KRZYK!!!

Qrde marzenia jednak są po to aby je spełniać, a za każdym razem jak Franuś zaszczyci mnie głosem to… no oczy się pocą, banan na facjatę i… chłonę każdą komóreczką mnie…

 

Opublikowano Bez kategorii | 13 komentarzy

Dwa kolory beżowy…

Znaczy beżowy i beżowszy  :mrgreen:

Tylko nie wiem czy beżowszy to ten po mojemu jasny brąz czy ten jaśniejszy, sobie wybierzcie  :-D

Tym razem nie o zwierzach, nie o kiczarcie bo z czegoś żyć trzeba i kryptoreklama, eee!!! nawet ukrywać się nie będę, reklama  :-)

Wydłubałam dwie kolejne mgiełki, tym razem nie na zamówienie tylko tak po prostu… są…

może komuś się spodobają  :-D

Beżowy i beżowszy bo Huguś nikt nie zaprzeczy, że jest beżowy. Fachowcy zaprzeczą  :roll:

Bo po alpaczemu to on fawn się nazywa, chyba średni, medium znaczy. Chyba bo pojęcia nie mam jak to określić skoro brzusio jaśniejsze, welon ciemniejszy. Nawet w jedynce czyli runie z welonu widać delikatne cieniowania. Ale po ludzku to beżowy.

Wielkość ok. 32×180 cm

 

Drugi beżowy po mojemu jasny brąz ale w paszporcie Virginii wyraźnie stoi „beż”, a szal powstał z jej runa. Ginkę pamiętacie??? To ta co urodziła Lajlę  :-D

Piękna morda  8-)

A szal beżowszy… czy mniej beżowy???

wygląda tak

Ten wyszedł większy, kończyłam kłębek ;)

Rozmiar ok. 35×220 cm

Dla porównania obu kolorów :D

To który beżowy, a który beżowszy???  ;-)

Opublikowano Bez kategorii | 16 komentarzy

Ile paputów???

A to sobie policzcie  :twisted:

No i proszę jaki piękny, szajsbukowy wpis mi wyszedł  :mrgreen:

Tylko do woliery się nie chciałam pchać i straszyć towarzystwa i mi się siateczka czasami w kadr wcinała i patuty zamazywała  :roll: Nic to, następnym razem się poprawię ;)

I ile naliczyli, hę???

A w ogóle to muszę się przyznać, że zachorowanam śmiertelnie  :evil: na araraunę…

Wiem… marzenia są po to aby je spełniać ale to może grozić rozwodem :-?  to chyba będzie największy sprawdzian mojej siły perswazji… oj dużo dyplomacji przede mną, duuuużoooo…

Opublikowano Bez kategorii | 23 komentarzy

Uszu nie odmrożę…

ale taka już przekora jestem  :twisted:

nikt nie chciał czytać o starej szafie  :-( to napiszę  :mrgreen:

a z tej szafy to tylko… ale zaraz, najpierw się poskarżę…

Udało mi się wczoraj wyciągnąć połówka na wyprzedaże… jego!!!!! Taki chyba tradycyjny model męski mi się trafił, zakupy owszem spożywcze i to też przelatuje po tym oszołomie jak przeciąg! Ale szmaty??? Never!!! No to miał chwilkę słabości i pojechał ze mną… mogła bym pewnie sama ale co to za przyjemność robić zakupy ciuchowe jak nie ma komu marudzić? ;)

Pojechałam z mocnym postanowieniem nabycia butów. Nie wiem jakich bo wielkich braków nie odczuwam w żadnej z ich kategorii ale… no lubię kupować buty, taki fetyszyk ;)

I wcale nie mam ich srylion par, bo niewiele spełnia moje wymagania i zbyt praktyczna jestem nie kupię szpilek bo nie mam w nich gdzie chodzić, no i najważniejsze nie umiem w nich chodzić i nie lubię w nich chodzić… i w ogóle to są niewygodne, bolą mnie stopy nawet w najwyśmienitszych… jednym słowem nie urodziłam się w szpilkach, w gumofilcach raczej  :-D

Ale buty kupić zamiarowałam… no ale co można kupić przez trzy godziny?!?!?!?!?!?! Cztery sukienki, litr lodów i parę piw! Ooo!!! No i po co mi był ten wypad jak jestem tylko mega wq… no wkurzona, a w sukienkach i tak przecież nie chodzę  :roll:

 

Sobie ponarzekałam…

ale nie wiem czy mi lepiej  :-?

Opowieściami o starej szafie i kicz kanapie męczyć Was nie będę, obrazki powiedzą wszystko  :-D

Wot i tyle starej szafy…

Bo mężulkowi znudziło się hard rzeźbienie i przerzucił się na sztukę użytkową  8-)

Ośmiornica wymiata!!! Mówiłam kicz-kanapa  :mrgreen:

Ale tymi dwoma słońcami to już dał mi do myślenia… kicz kanapa jakby nabrała wymiaru art-kanapy. A kolorkami to i Gaudi by się nie powstydził  :-D

A wczoraj przed tym naszym nieszczęsnym, zakupowym wyjazdem wszyscy ciężko pracowaliśmy… co pokazują poniższe obrazki.

Bo twarde kanapy się rozmnażają! Pomimo właśnie twardości to są naprawdę mega wygodne, o ile pierwsza poza wygodnością wzbudza we mnie mieszane odczucia to ta druga naprawdę mi się podoba. Jeszcze nie zafugowana do końca, nie dopieszczona, nie podbetonowana i roślinki wokół do ogarnięcia ale już mi się podoba  8-)

Opublikowano Ogród, rękodzieło | Otagowano , | 19 komentarzy

Jak bonie dydy drożdży nie dawałam :)

Znów pod górkę z info o alpakach!

Szukałam wiadomości o tym ile cria powinno przybierać na wadze, i co??? No doopa!!! Nawet wujek Google nie wie to skąd ja mam wiedzieć???

W jedynej polskiej publikacji znalazłam:

Zdarza się, że w ciągu pierwszych kilku dni masa młodego może spaść nawet do 10%. Tygodniowy wzrost wagi powinien wynosić 1 do 1,5 kg. Przez pierwsze dwa miesiące młode przybierają po ok. 6 kg, a następnie po 5 kg w trzecim i czwartym miesiącu.

No dobra ale jest też napisane:

W hodowli aplak ważne jest, aby młode rodziły się z wagą ok. 8kg. Masa ciała noworodków zależy od żywienia samic w okresie ciąży…

Sratatataaaa… a od wielkości matki nie zależy???

Jakby moja Koko miała urodzić 8 kilogramowego Karmelka to… no raczej niewykonalne! Natura wie lepiej! Dlatego Karmelek jest kurdupelek, i wcale nie jest tak jak napisali słaby, niedożywiony i… specjalnej troski  :evil:

Tylko jak ma się ten kg czy półtora do cria, które się urodziło nie z masą 8 kilo, a 5???

Wczoraj się ważyliśmy… wszyscy  :-?

 

Swój tonaż przemilczę, ale Karmel urodzony 2 lipca, więc ciut ponad 3 tygodnie z wagą urodzeniową równo 5 kg, waży…

tadammmm…

9,4 kg!!!

Jak dla mnie przyrost bomba ale nie znalazłam potwierdzenia w żadnych wiarygodnych źródłach czy to dobrze czy źle :)  No bo z 8 kilo 1 kg to nie z 5!!!

Moja słodka morda

Tak jak pisałam, jest niesamowicie żywotny, to on najczęściej rozkręca towarzystwo :) Muszę się dobrze sprężać aby zdążyć z zamknięciem drzwi w alpakarni po nasypaniu paszy. Bo przybiegają wszystkie, ale Karmel zakręci się tylko, zobaczy, że nic tu ciekawego i… już go nie ma :D

Drugi w kolejności najmłodszości jest Max.

Wcześniak więc już go w międzyczasie ważyłam, bo… bo trzeba… ale przecież widać  :mrgreen:

Widać, że wszystko ok  :-D

Max urodził się 11 czerwca, więc w chwili ważenia miał ciut ponad 6 tygodni.

Jego waga urodzeniowa to 6,2 kg… jakby tak poczekał na swój termin to może by i miał te 8 kilo ;) ale nie poczekał  :mrgreen:

Przez pierwsze dwa tygodnie przybyło go 1,7 kg – chyba średnio…

ale po 6 tygodniach ważę 13,1 kg! To już chyba nieźle  8-)

No i ostatnia z maluchów – Lajla

Była sporym noworodkiem, mamusia duża ale to jej pierwsze dziecię, Lajla ważyła 7,3 kg… naprawdę nie wiem jak one mają ważyć 8?!?!?! Niech im będzie…

Mój biszkopcik urodził się w Dzień Matki, więc dzisiaj kończy dwa miesiące i waży…

tadam…

20,1 kg!!!

Ledwie ją dźwignęłam   :roll:

ooo!!! taka duzia jestem!!!

Chyba duzia…

Podsumowując

W zasadzie można przyjąć, że cała trójka w wieku 1 miesiąca podwaja swoją wagę urodzeniową i tego się będę trzymała. Ważył 5 po miesiącu ma ważyć 10, ważył 8 – powinien za miesiąc ważyć 16.

AMEN!!!

 

A w następnym wpisie zdradzę Wam co ma wspólnego stara szafa z kicz kanapą albo przedstawię… eee… nudno… bo znów chciałam o nowych mieszkańcach Zwierzogrodu pisać…

To o czym wolicie przeczytać???  :roll:

 

Opublikowano Zwierzakowo | Otagowano , , , | 24 komentarzy

Wełniste przypadki

Obiecane już bardzo dawno…

Dobrze by wyglądało jakbym napisała, że nieszczęścia chodzą trójkami ale były to tylko niefajne przypadki bo w sumie wszystko dobrze się skończyło. Stresu i trosk no i parę siwych włosów więcej. I tak farbować trzeba to parę nie robi tu wielkiego problemu ;)

Dla niezaalpaczonych nudne będzie – ostrzegam ale ostatnio usłyszałam, że blog mój kopalnią wiedzy o alpakach jest, no hahahaaa… dobre mi sobie! Co wiem to powiem, niewiele wiem ale dużo gadam ;) To powiem co nam się przytrafiło bo czasami mocno niefajnie było…

Pierwsze niefajne wydarzenie to nieoddanie łożyska przez Virginię. Urodziła rano, mała słodka, śliczna, piękna… ale czekam i czekam i nic. Tak standardowo to do pół godziny i łożysko się rodzi. Po dwóch godzinach zaczęłam się niepokoić. Obdzwoniłam wszystkich znajomych posiadaczy wełniaczków… żaden nie miał takiego przypadku. Norma!!! Trzeba przecierać szlaki…

Jak coś się dzieje to przecież MUSI być święto! A to akurat Boże Ciało było, wet mój odebrał ale wyjechany. Co robić?!?!?!?!?!

Podać oxytocynę… fajnie mówić, ale skąd. Jedyna dyżurująca w święta przychodnia też już zamknięta bo do 12 pracują, telefon alarmowy i uprosiłam lekarza, przyjechał do kliniki i sprzedał mi zastrzyki. Podaliśmy i… no i dalej nic…

Teraz już wiem, że po 6 godzinach powinnam jeszcze raz podać, ale i tak pewnie by się nie odkleiło bo mocno przyrośnięte było. O tyle dobrze, że po pierwszej dawce zaczęło wychodzić i zablokowało zamykanie się szyjki macicy. Na drugi dzień rano już mój wet przyjechał i wyczyścił wszystko.

Tutaj powinnam zakończyć ten niemiły przypadek ale niestety miał on dalszy ciąg. Niemiły i niefajny, do tej pory czasami jak mi się przypomni to mam koszmary. Może i nie powinnam o tym pisać, bo… niesmaczne??? może…

Gina była wtedy tak zresztą jak wszystkie nasze alpaki nie ostrzyżona. Wody płodowe, śluz, krew… ręczne czyszczenie macicy… no runo się upaprało. Jeżeli zdarzy się u Was, mówię, tfu piszę tutaj do właścicieli wełniaczków, taka sytuacja natychmiast bierzcie nożyczki, maszynki czy co tam macie i gólcie zabrudzone runo. Niby myliśmy, praliśmy…

Po dwóch zaraz… w czwartek urodziła, w piątek była czyszczona, a w niedzielę (bo znów awaryjnie tylko tym razem wet przyjechał)…

Całe szczęście nadprogramowa jestem i doglądałam, i pod ogonek zaglądałam bo zalęgły się nam robaki!!! wstrętne, białe… na skórze!!! KOSZMAR!!!

Ostrzygliśmy do zera i po prostu ręcznie mordowaliśmy. Woda, mydło, woda, mydło… i tak pół dnia! Jak przestało się ruszać to środek dezynfekujący… i tak co dwie godziny psiukaliśmy, na drugi dzień trzy razy chyba… przez kilka dni. W miejscach gdzie były gniazda zrobiły się strupy i odeszły razem z runem. Na szczęście wyrastają już nowe kłaczki.

Przepraszam za drastyczne i niesmaczne opisy ale czułam się w obowiązku ostrzec, może komuś się ta wiedza do czegoś przyda :)

 

Drugim niefajnym przypadkiem w wełnistej zagrodzie był przedwczesny poród Czokity. Urodziła co najmniej miesiąc za wcześnie. Maksio był słabiutki i bez pomocy człowieków by sobie nie poradził. Na moje nieszczęście tym razem my byliśmy wyjechani, na gospodarstwie została moja mama, która nigdy nie była przy żadnym porodzie… no oprócz swojego własnego, sztuk raz ale to się chyba nie liczy, bo tak dawno, że najstarsi górale już nie pamiętają ;)

Takie przypadki nie są już jakąś straszną rzadkością, zdarzają się… doświadczeni hodowcy już wiedzą. Trzeba zdoić siarę (pierwsze mleczko) i napoić malucha. To chyba najważniejsze ze wszystkiego! Maksio był słabiusieńki, nie dał rady stać przy cycu ale miał odruch ssania i z buteleczki poszło. Wieczorem jeszcze raz, na drugi dzień rano też… przyjechaliśmy koło południa. Przystawiałam i przystawiałam… i trzymałam przy cycu jak nóski odmawiały posłuszeństwa. Ale jak wieczorem zdoiłam troszkę mleczka to już nie chciał butelki, znaczy najedzony!!! Jupppi!!!!!

Trzeciego dnia sam już szedł do cyca, a mi za każdym razem na ten widok oczy się pociły…

Jak tak patrzę na to zdjęcie to mnie olśniło, że to było już po niefajnym przypadku numer trzy, więc wcześniak był numerem trzy, a niefajny który miał być trzy był dwa… ktoś zrozumiał  :roll:

Namotałam  :twisted:

A wymyśliłam to ponieważ jedno z przykrych zdarzeń miało miejsce podczas strzyży.

Strzygł ten sam człowiek co przez ostatnie dwa razy ale chyba nie wytrzymuje napięcia czy… no cholera nie wiem co! Był tak bardzo „delikatny”, że wyrwał Deneris nogę ze stawu barkowego!!! Z człowieczkiem już się pożegnaliśmy na amen, spokojnie jeszcze żyje  ;-)

ale kulejąca Deneris została na naszej głowie…

wszystkie oznaki na prosty, jenżynierski rozumek wskazywały właśnie na wyrwanie ze stawu. Po prostu w ogóle nie następowała na tą nogę. Następnego dnia, bo jeżeli to to co podejrzewam to im szybciej tym lepiej, nim zacznie się oblewać chrzęścią, podałam dostanego od naszego weta głupiego Jasia, zapakowaliśmy dziewczynę do auta i do kliniki na prześwietlenie. Tutaj praktyczna porada dla posiadaczy alpak. Na wełniaki działa dopiero podwójna dawka! Podałam górną granicę… po 40 minutach nie było żadnych oznak!!! Dopiero po poprawieniu jeszcze raz tyle (!!!) Deneris stała się bezwolna. Mam porównanie tylko do krów, które na głupim Jasiu strasznie się ślinią. Alpaki nie ślinią się, są po prostu bardzo spokojne, i znacznie szybciej niż krowy wracają do pełnej świadomości. Po półtorej godzinie dziewczyna na własnych nogach, wszystkich czterech (!!!!!!!!!!!) wyszła z samochodu i poszła na pastwisko do stada.

W prześwietleniu wyszło dokładnie to co podejrzewałam, wyrwanie ze stawu. Udało się wchrupnąć na miejsce i udało się nie wyskoczyć ponownie. Przy wysiadaniu bardzo uważaliśmy… no po prostu udało się. Jeszcze następnego dnia troszkę kulała ale po trzech dniach nie było już widać która noga była chora :)

Nieszczęścia chodzą trójkami… bałam się jeszcze porodu Koko, bo najmniejsza, bo pierworódka… przegapiliśmy  :mrgreen: Jak przyjechaliśmy to już brykał. Natura tym razem pomyślała i Karmelek jest po prostu kurduplasty… ale jaki słodki! No jak to karmelek  ;-)

Muszę kiedyś pstryknąć wszystkie moje maluchy bo fajnie się kolorystycznie dobrały, mam tylko takie

i jeszcze takie

„Idziemy szukać tych pokemonów!?!?!?!”

Troszkę ponudziłam… zdaję sobie z tego sprawę

Dla wytrwałych mam niespodziankę :)

wieczorne brykanko  8-)

 

Opublikowano Bez kategorii, Zwierzakowo | 33 komentarzy

Cielątka rodzą się… parami!

Wczoraj miałam napisać ale się onet wypiął!!! Nie chciało mnie zalogować  :evil:

Bo…

Właśnie tym razem parami, zazwyczaj było dwójkami. Na dodatek nie wiem jak to wytłumaczyć ale zazwyczaj pary takie są tego samego koloru. Kiedyś dwie rude krowy z rudego tatusia urodziły białe dzieci – Nivea i syn listonosza ;)

W zeszłym roku siwa i czarna urodziły siwe byki, identyczne! Jak podrosły nawet my mieliśmy problemy z odróżnieniem :)

Tym razem parka bo Nelson postanowił się w tym roku wykazać i zrobił 4 (!!!!!!!!!) dziewczynki i jednego chłopca. Kolorek oczywiście taki sam, piękny, głęboki kasztan.

Ani rozpisywać się nie będę, bo nuda i ile razy można to samo pisać, ani setny raz takich samych foci pokazywać. Musicie uwierzyć na słowo, to nie ostatni byku tylko Niunia :)

 

Według wszelkich oznak duo-wycielenia będą nadal. W sobotę Nike miała rujkę, w poniedziałek Nicol :D

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytaczy, zaglądaczy… podglądaczy… (sami wymyślcie czym się różnią dwie ostatnie opcje ;) ) no i oczywiście najbardziej Tych Wszystkich, z którymi mam przeogromną przyjemność spotykać się w komentarzach :) Dzięki, że jesteście  :-P

Opublikowano Bez kategorii | 20 komentarzy

Byk jaki jest…

I znów mi los namieszał w planach :)

Miał być wpis o niefajnych przypadkach jakie nam się ostatnio przytrafiły w wełnistej zagrodzie, a tu bęc…

Całkiem niespodziewanie, znaczy… spodziewaliśmy się cielątka ale nie od Nelly tylko od Nikity  :mrgreen:

doświadczeni hodowcy  :roll:

no co ja poradzę, że niewiele jest oznak rychłego rozwiązania :)

Jeszcze wczoraj wieczorem patrzyłam, że zbiornik jej przybrał… widziałam, że jest w ciąży, ale… przy Nelsia kubaturze ciężko było by być materacem ;)

Rano znaleźliśmy  :-D

Byk jaki jest każdy widzi

Byk jest byczy… po ostatnich dwóch dziewczynkach naprawdę widzę różnicę :)

Może i nuda, może i znów… może i „no ile można?” ale…

muszę pokazać  :mrgreen:

Dziękuję za to, że jesteście…

Opublikowano Zwierzakowo | 26 komentarzy